Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny
w Rudzie Śląskiej

Pan Tadeusz Szczepanik – stulatek z Bykowiny

13-01-2026, 12:02 (w) foto: red

Wigilia 2025 roku w rodzinie pana Tadeusza Szczepanika z Bykowiny była pełna wzruszeń, bo stała się okazją do świętowania niezwykłego jubileuszu — setnych urodzin pana Tadeusza. Przeżyć sto lat to zgromadzić w sercu i pamięci ogrom doświadczeń, wspomnień i przeżyć, które odzwierciedlają zmieniające się czasy i kolejne etapy historii. Życie Pana Tadeusza to cenny zapis minionych dekad – pełen mądrości, refleksji i wartości, które mogą inspirować młodsze pokolenia.

Pan Tadeusz Szczepanik przyszedł na świat 24 grudnia 1925 roku w Kąśnej Górnej, malowniczej małopolskiej miejscowości położonej w gminie Ciężkowice, w bezpośrednim sąsiedztwie dworku Ignacego Paderewskiego. Wychowując się w wielodzietnej rodzinie wraz z ośmiorgiem rodzeństwa, od najmłodszych lat doświadczał trudów wiejskiego życia i biedy, które ukształtowały w nim niezwykły szacunek do każdej rzeczy i jedzenia, sprawiając, że do dziś nie pozwoli zmarnować nawet najmniejszej skórki chleba. Jego dzieciństwo gwałtownie przerwał wybuch II wojny światowej, gdy jako zaledwie trzynastoletni chłopiec musiał zmierzyć się z grozą okupacji, ukrywając się z rodziną w pobliskich  lasach. Z tamtego mrocznego okresu zachował nie tylko wspomnienia o głodzie i strachu, ale i fizyczny ślad – bliznę po urazie głowy, którego doznał podczas ucieczki przez las, choć o tych bolesnych czasach niechętnie opowiada, woląc skupiać się na teraźniejszości.

Po wojnie, kiedy zmarli rodzice, pan Tadeusz musiał wykazać się dużą ambicją i samodzielnością, co ostatecznie doprowadziło go na Śląsk na początku lat 60. Założył już wcześniej rodzinę. Do Zabrza-Mikulczyc przeprowadził się z żoną Bronisławą i kilkuletnimi córeczkami: Teresą i Bernadetą. To właśnie tam, pracując przez lata jako mistrz mechanik w przedsiębiorstwie rolniczym, zyskał opinię człowieka niezwykle pracowitego, który „dzień i noc” naprawiał skomplikowany sprzęt: traktory, kombajny i maszyny rolnicze. Żadnej pracy się nie bał i tak pozostało do dzisiejszego dnia.

– Ojciec to taki „człowieka renesansu”, obdarzony niebywałym talentem technicznym i konstruktorskim. W czasach, gdy o gotowe produkty było trudno, potrafił własnoręcznie stworzyć niemal wszystko: od nart i drewnianego roweru, po artystyczne kolczyki, które swym wykonaniem nie ustępowały wyrobom jubilerskim – wspomina córka Teresa Wieczorek. Jego kreatywność rzeczywiście  nie znała granic – potrafił przerobić puszki na stylowe lampy, uszyć etui na różaniec czy torbę na telefon, a nawet skonstruować własną tarkę do ziemniaków, udowadniając, że przy odrobinie pomysłowości można dać drugie życie każdemu przedmiotowi. Ta pasja do majsterkowania towarzyszy mu do dziś, w swoim mieszkaniu w Bykowinie, gdzie przeprowadził się już jako wdowiec w 1993 roku, wciąż chętnie naprawia stare radia czy zegarki.

Obok techniki, wielką miłością jubilata zawsze był ogród, najpierw w Zabrzu, potem na Zgodzie w Świętochłowicach. Będąc już na emeryturze, na działce spędzał każdą wolną chwilę niemal od rana do wieczora. Miał niezwykłą „rękę” do roślin – jego warzywa zawsze były najbardziej dorodne, a on sam potrafił wykorzystać dary natury, zbierając zioła i owoce leśne, z których przyrządzał lecznicze napary i syropy. – Dziadek  był wymagający i samym spojrzeniem budził respekt, ale jednocześnie niezwykle opiekuńczy, co objawiało się choćby w przygotowywaniu dla mnie i dla brata fantazyjnych kanapek z truskawkami – podkreśla wnuczka Aleksandra Wieczorek, która razem z bratem Arkadiuszem w dzieciństwie u dziadków często spędzała wakacje.

Sekret długowieczności pana Tadeusza może tkwić w jego żelaznej dyscyplinie i codziennych rytuałach, których przestrzega z zegarmistrzowską precyzją. Każdy dzień zaczyna się o stałej porze, posiłki spożywane są punktualnie trzy razy dziennie, a do kanapek obowiązkowo dodawany jest czosnek, który jubilat uważa za naturalne lekarstwo na wszelkie dolegliwości. Mimo wieku pozostaje on osobą niezwykle ciekawą świata – codziennie czyta czasopisma, a w telewizji śledzi transmisje sportowe, szczególnie skoki narciarskie i piłkę nożną oraz programy przyrodnicze, i kulinarne. O godzinie 21.00 zawsze nadchodzi czas na modlitwę, która jest dla niego stałym elementem dnia. Choć zdrowie nie pozwala mu już na dalekie spacery czy samodzielne zakupy, pan Tadeusz stanowczo odmawia korzystania z wózka inwalidzkiego, twierdząc z właściwym sobie poczuciem humoru, że „nie jest jeszcze taki stary”.

Ta pogoda ducha naturalnie przyciąga do niego ludzi, co było widać podczas uroczystych obchodów jego setnych urodzin. Z racji jubileuszu, w jego mieszkaniu została odprawiona wyjątkowa msza święta, zainicjowana przez proboszcza bykowińskiej parafii pw. św. Barbary ks. Marcina Szkatułę, w której uczestniczyła najbliższa rodzina oraz sąsiadki, które razem z Jubilatem chciały świętować ten wyjątkowy jubileusz. Wizytę złożył mu też prezydent Michał Pierończyk, który osobiście pogratulował jubileuszu, podkreślając, że jego życiorys jest żywą kroniką historii i wzorem pracowitości dla młodszych pokoleń.

Pan Tadeusz Szczepanik to człowiek, który mimo wielu trudów zachował w sobie pasję tworzenia i ciekawość świata, udowadniając, że wiek to tylko liczba, gdy serce pozostaje młode i pełne chęci do działania. Jego życie przypomina misternie skonstruowany zegar, który dzięki codziennej dbałości o każdy mechanizm – od porannego posiłku po wieczorną modlitwę – nieustannie i miarowo odmierza kolejne, piękne lata życia.   

 


Komentarze