„CZEKOMY”
04-02-2026, 11:29 bl Foto: UM Ruda Śląska
To miał być spektakl dyplomowy studentów Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu Akademii Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie. A jednak „CZEKOMY”, wystawione w sobotni wieczór, 31 stycznia na scenie Śląskiego Teatru Impresaryjnego, okazało się czymś znacznie więcej – poruszającą opowieścią o dorastaniu, lęku i wiecznej nadziei. Impulsem do jego powstania była refleksja nad Jasełkami. Artyści opowiedzieli historię Bożego Narodzenia po swojemu.
Wszystko zaczyna się od Marii. Dziewczyny, która chciałaby chodzić na spacery z własnym psem, która marzy o kimś, kto ją pokocha, marzy o życiu, które nie będzie od niej wymagało odwagi większej niż ta, którą ma. Ale jej świat się zmienia... Ciąża, ginekolog, pytania jak przesłuchanie – to wszystko staje się jej codziennym lękiem. I właśnie niepokoje młodej dziewczyny otwierają spektakl, który zamiast tradycyjnej jasełkowej słodyczy pokazuje prawdę o dorastaniu w dzisiejszych czasach.
Od pierwszych mrocznych dźwięków znanych z serialu Twin Peaks, w powietrzu unosi się niepokój. Ten duszny nastrój nie opuszcza widzów aż do finału. Młodzi twórcy nie uciekają od trudnych tematów – ich taniec pokazuje, jak wygląda strach przed samotnością, odwaga bycia innym, pójścia do kościoła, gdy rówieśnicy wybierają inną drogę, szukanie miłości między regałami w Empiku. Spektakl zanurza widzów w świat, w którym narkotyki pojawiają się jak cukierki – podawane bezrefleksyjnie, jakby były częścią rytuału dorastania. Agresja jest tak powszednia, że przypomina komputerowe strzelanki. Ruchy tancerzy stają się ostre, szybkie, niemal mechaniczne – jakby przemoc była już tylko kolejnym odruchem, który wchodzi w ciało tak samo naturalnie jak taniec.
I wtedy – „Marsz ołowianych żołnierzyków” z Dziadka do orzechów Piotra Czajkowskiego. Muzyka brzmi tu jak echo niewinności. Solista wykonuje fragmenty klasycznej solówki – piękne, czyste – ale wokół niego przesuwa się armia. Bynajmniej nie bajkowa, lecz zimna, sztywna, pozbawiona życia. Ciała tancerzy stają się kukiełkami, ołowianymi figurkami, które poruszają się tak, jakby ktoś pociągał za niewidzialne sznurki. Ten kontrast między elegancją baletu a bezdusznością marszu jest piorunujący.
A potem wraca Maria. Jej cichy szept, delikatny, ale niosący sens, wykracza poza scenę. To echo słów, które znamy od wieków: „Nie bójcie się”. Ten szept to klamra – odpowiedź na agresję, na narkotyki, na „marsz żołnierzyków”, na wszystkie lęki, które wcześniej widzieliśmy. To słowa odnoszące się do narodzenia Boga, do chwili, w której świat dostał obietnicę, że nie musi już bać się ciemności. Ale żeby ta obietnica mogła zadziałać, trzeba ją najpierw usłyszeć. Więc czekamy, aż ten szept przebije się przez hałas świata.
„CZEKOMY” to spektakl, który został zagrany wszystkimi możliwymi środkami: głosem, ciałem, spojrzeniem, słowem, pauzą. Synchronizacja tancerzy była kompletna – i nie chodzi tylko o precyzyjne ruchy. W pewnym momencie zgrane były nawet oddechy, tak dokładnie, że zabrzmiały jak dodatkowy instrument. Dzięki temu na scenie nie było siedemnaściorga wykonawców (a wśród nich rudzianka Julia Kulawik!), lecz jeden organizm, pulsujący, reagujący, oddychający wspólnie.
Wieczór dopełnił piękny koncert kolęd – moment, w którym niepokój w pełni ustąpił miejsca nadziei.
Wykonawcy (kreacja i wykonanie): Oskar Bielat, Oliwia Bochniarz, Paulina Burzyk, Tomek Chryczyk, Żaneta Fielek, Mikołaj Froń, Aleksandra Gawor, Oliwia Gruca, Julia Grzenia, Rumi Księżopolski, Julia Kulawik, Ola Nahorska, Patrycja Paczos, Marta Stolecka, Julia Szremska, Nikola Woronko, Iza Zwolenik.







Komentarze