Świąteczny Kosmomuz
30-01-2026, 09:26 Tekst i foto: bl
Brzmienie gitar i śpiew jako dodatek do ciszy między regałami, profesjonalne nagłośnienie i wspaniała energia. Stacja Biblioteka po raz kolejny pokazała, że muzyka najlepiej smakuje „na żywo” – nawet jeśli za oknem panuje mróz, a letnie leżaki musiały ustąpić miejsca sali koncertowej.
Muzyka z misją
Była to jedna z ostatnich okazji w tym roku, by zatrzymać się w bożonarodzeniowej atmosferze, choć w zupełnie innym wydaniu. Wszystko za sprawą nowopowstałego zespołu w składzie: Natalia Grzesik, Ewa i Emilia Franielczyk (wokale), Bogdan Tkachenko (gitara), Kamil Skowronek (bas), Krzysztof Kulawik (pianino) oraz Kuba Miga (perkusja). Grają od roku, nie mają jeszcze nazwy – ale doskonale wiedzą co robią. Ich występ to „mozaika” – odważne i świeże połączenie jazzu oraz soulu z głębokim przesłaniem gospel. Trzy wokalistki zachwyciły publiczność, idealnie współgrając w harmonii, a jednocześnie każda z nich miała przestrzeń na popisowe solówki. Nowatorsko zaaranżowane kolędy nabrały niespotykanej, chwilami mrocznej głębi, a – jak na jazzowe standardy przystało – popisy instrumentalistów były nagradzane gromkimi brawami w trakcie utworów. Dla młodych artystów ten koncert był czymś więcej niż tylko występem. – Przesłanie tego koncertu to ewangelizacja, opowiadanie o Panu Jezusie. Da się to zrobić przez muzykę – podkreślali muzycy. Zgodnie z ich dewizą, że „kościół to ludzie, a nie budynki”, biblioteczna przestrzeń stała się idealnym miejscem dla dźwięków płynących prosto z serca. Wieczór zakończył się owacjami, bisami i ogromnym wzruszeniem samego zespołu. Dla jednych był spotkaniem z pięknie podaną muzyką, dla innych – modlitwą.
Profesjonalizm w każdym decybelu
Za brzmienie tego wydarzenia odpowiadała postać doskonale znana i ceniona w środowisku muzycznym – Klaudia Fredrych. To jej autentyczna pasja sprawiła, że Stacja Biblioteka zyskała nową, koncertową twarz. Klaudia, jako realizatorka dźwięku, od początku stawiała na jakość i „żywe granie”, budując fundament pod cały cykl „Kosmomuzów”. Nazwa cyklu letnich sobotnich koncertów, które odbywają się w Bibliogrodzie, to efekt wizji dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej, Krystiana Gałuszki. Zaproponował on wykorzystanie rzeźby autorstwa Piotra Latoski – czyli właśnie Kosmomuza. Ta nieco tajemnicza, kubistyczna metalowa postać „zyskała głos” i stała się ikoną przedsięwzięcia, trafiając na koszulki, znaczki i magnesy. Od dwóch lat towarzyszy koncertom, które w wakacyjne soboty przyciągają miłośników dobrej muzyki i nieformalnej, przyjaznej atmosfery. Z czasem na koncertach pojawiła się oferta gastronomiczna, nastrojowe oświetlenie – i dzięki temu wakacje w mieście znacznie zyskały na uroku.
100% Live
To, co wyróżnia Kosmomuzy – zarówno te letnie, jak i zimowe – to bezkompromisowa zasada: żadnych podkładów. Formuła „otwartych drzwi” pozwala wystąpić każdemu, kto prześle swoje demo i wpisze się w klimat imprezy, ale Klaudia Fredrych pilnuje jednego, twardego warunku. – Niech to będzie żywe granie. I niech tak zostanie.
Jak każdy festiwal, Kosmomuz potrzebuje czasu i środków, by dalej się rozwijać, ale po dwóch latach istnienia widać wyraźnie, że stał się ważnym punktem na mapie kulturalnej, łączącym publiczność wokół prawdziwych, muzycznych emocji. I to niezależnie od pory roku.







Komentarze