Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny
w Rudzie Śląskiej

Wiedeńska klasyka i wdzięk musicalu

28-01-2026, 11:05 Tekst i foto: bl

Kto choć raz gościł w wiedeńskiej Złotej Sali Musikverein – lub choćby śledził noworoczną transmisję w telewizji
– ten wie, że tamtejszy koncert to nie tylko wizytówka Austrii, ale muzyczne wydarzenie z absolutnie najwyższej półki. W sobotni wieczór Śląski Teatr Impresaryjny miał w sobie tę samą moc. Tradycyjny koncert Orkiestry Dętej KWK „Pokój” stał się naszym lokalnym „Wiedniem”, a skojarzenia z legendarną galą nie były bynajmniej przypadkowe.

Pod batutą Jacka Kampa muzycy zmierzyli się z repertuarem, który jest sprawdzianem dla najlepszych składów filharmonicznych, bo zaaranżowanie utworów wiedeńskich filharmoników na grunt orkiestry dętej było prawdziwym wyczynem. Przełożenie lekkości smyczków na instrumenty dęte to zadanie, wymagające od muzyków najwyższej dyscypliny i wysokich umiejętności. Jacka Kampa Orkiestra KWK „Pokój” udowodniła, że jest jednym, świetnie nastrojonym organizmem.

Już od początku koncertu, zaraz po inauguracyjnym utworze, mogliśmy podziwiać wewnętrzną siłę zespołu – wyjątkowe solowe popisy dała para muzyków – Marta i Stanisław Wawszczakowie, ,,orkiestrowe” małżeństwo. Aria ,,Memory” z musicalu ,,Koty” i słynny czardasz Vittorio Montiego nastroiły ten wieczór, już na wstępie pokazując, że skrzypce i wokal można zastąpić klarnetem i trąbką, i osiągnąć równie spektakularny efekt.

Wieczór uświetnili znakomici artyści: sopranistka Wioletta Białk oraz baryton Andrzej Lichosyt, którzy z wielką klasą i poczuciem humoru poprowadzili koncert. Wcielając się w role konferansjerów, stworzyli niezwykłą więź z publicznością, a ich popisy wokalne nadały gali blasku. Szczególnym momentem była aria z „Giuditty” – „Kto me usta całuje, ten śni”. To utwór wyjątkowy, pochodzący z ostatniej wielkiej operetki w historii gatunku, napisanej przez Franza Lehára, a wykonany przez Wiolettę Białk. A gdy zaśpiewała „Przetańczyć całą noc” z ,,My Fair Lady”, przypomniała nam o więzi Wiednia i Broadwayu – kompozytor tego wielkiego musicalu, Frederick Loewe, był rodowitym wiedeńczykiem. Z kolei Andrzej Lichosyt swoją interpretacją słynnej „Deszczowej piosenki” oraz wykonanym w duecie utworem „Something Stupid”, przeniósł nas w złotą erę Hollywood. Przywołał ducha Franka Sinatry – w jego interpretacji sztandarowe ,,My way” było prawdziwym manifestem radości z życia na własnych zasadach.

O wysokim poziomie wykonania najlepiej świadczyła reakcja widowni. Wielkie brawa wywoływały wiązanki przebojów orkiestrowych: znanych z wykonań Jamesa Lasta, świąteczna i wiedeńska ,,Tanc mit Johann Strauss”. Energia płynąca ze sceny była tak silna, że podczas drugiego bisu – przy dźwiękach radosnej arii ,,Co się dzieje, oszaleję” z operetki ,,Księżniczki czardasza” Imre Kálmána – widzowie spontanicznie zaczęli tańczyć pomiędzy rzędami. Finałowy „Marsz Radetzkiego” (op. 228) Johanna Straussa (ojca), przy którym publiczność towarzyszyła muzykom rytmicznym klaskaniem, był jak wisienka na wiedeńskim torcie Sachera.

Orkiestra KWK ,,Pokój” nie pierwszy raz wywołuje tak entuzjastyczne reakcje, bez trudu zapełnia widownię do ostatniego miejsca i także nie pierwszy raz udowadnia, że stać ją na projekty o najwyższym potencjale muzycznym. Rok 2026 dopiero się zaczyna – czekamy na dalszy ciąg ich muzycznej opowieści.      

 


Komentarze